środa, 27 maja 2026

10 || Mierzenie

Hejka!
Po paru stresujących dniach i nieco pożartycj jedzeniowo emocjach postanowiłam się dzisiaj zmierzyć i zważyć. Nie mam czasu wypisywać konkretnie wymiarów, rozpiszę się, gdy wrócę z wakacji.
Niemniej jednak jest 3.5kg mniej i aż 26cm mniej w obwodach!
Pomyślałam, że gdy zmierzę się jeszcze przed wakacjami to mnie to zmotywuje do lepszego jedzenia. Nie spodziewałam się aż takich spadķów. Najwięcej spadło z talii i brzucha, czyli najbardziej problemowego miejsca, bo tam najszybciej mi się odkłads i po ciąży no mam wiszący ten brzuch...jest -7cm w talii i -6cm w brzuchu, 3cm mniej w pupie, zeszło naprawdę fajnie.
Taki mój mały cel na kolejny miesiąc to 61.5g. Wątpie, że się uda, ale nie ma rzeczy niemożliwych. Wtedy oficjalnie zejdę z nadwagi przy tej wadze, chociaż wątpie, że zejdzie mi 5kg w ciągu miesiąca.

poniedziałek, 25 maja 2026

9 ||

Zawaliłam dzisiaj. Zdecydowanie.
Nie wiem czemu, ale to chyba już typowy głód emocjonalny. Jeszcze jest tak gorąco, że tak naprawdę nie chce mi się jeść.
Za 3 dni lecimy do Polski i chyba dlatego się trochę stresuje.
Jutro już będzie okej. Niestety waga stanęła w miejscu, ale lepsze to niż jakby miała rosnąć.

sobota, 23 maja 2026

8 || Ups

No to pojechałam. Nie miałam napadu czy coś, ale no, takie jedzenie na wieczór spoza diety.
Wczoraj byłam w pracy i cały dzień w niej super mało kalorycznie zjadłam, ale po pracy chaos, brak jedzenia no i zamówiliśmy frytki. Pozytywem jest to, że normalnie zamówiłabym do tego jeszcze wege burgera a takto zjadłam tylko je.

Dzisiaj zjadłam lekkie śniadanie, potem batona proteinowego, no i chłopak zrobił pizze. Zeżarłam ją całą i pękam.

Od jutra już naprawdę mniej. Jeszcze jest tak ciepło teraz, że aż się pociłam przy tym jedzeniu.
Mój tłuścioszek :p

środa, 20 maja 2026

6 || Średnio

Powiem Wam, że zaczynam na coraz więcej sobie pozwalać. Co prawda kalorycznie jest naprawdę okej, ale tu coś wpadnie małego, znowy kawa 3w1. Wolałabym jeść jakby bardziej czysto, chociaż z drugiej strony próbuję słuchać intuicji i nie popaść w paranoje. Zjadłam na wieczór chrupki soczewicowe o smaku papryki, kcal mało ale no, po co?
Zrobiłam też mini pączki wegańskie z airfryera, wyszły niesamowicie pyszne. Jeden ma co prawda 147kcal, ale lepsze niż kupne i wiadomo co w nich siedzi. Podam następnym razem przepis.

wtorek, 19 maja 2026

5 || Mniej

Dzisiaj na wadze 66.4kg! Powoli, ale spada. Jakby tak końcem maja zobaczyć 65kg...mmmm...
Kalorycznie chyba okej. Dwa posiłki (arbuz i herbatniki) to łącznie 150kcal, także nie ma tragedii. Na obiad zjadłam więcej objętościowo; czułam, że muszę być na wieczór najedzona, bo chodzą za mną zachcianki. Niesamowite jak cukier potrafi być uzależniający. Kupię dużo arbuza i będę się napychać.
Na śniadanie zjadłam pieczonego batata z serkiem wiejskim, pesto i orzechami włoskimi. Polecam!

poniedziałek, 18 maja 2026

4 || Za dużo

Dzisiaj niestety jakoś taki średni dzień. Kalorycznie niby dalej okej ale jakościowo niezbyt. Pochłonęłam batona proteinowego, co prawda wybrałam takiego o najmniejszej kaloryczności, ale cały dzień za mną chodziło coś słodkiego i w sumie ta ochota mi przeszła potem.

Brakuje mi jednak więcej warzyw.
Teraz właśnie gotuję brokuła, kalafiora i ziemniaki i zjem tak bez niczego.
Dzisiaj przewinęły się 3 herbatniki, kawa 3w1 (mam sentyment ale piję bardzo rzadko), krakers z dżemem i wiecie, takie jedzenie-niejedzenue.
Ogólnie chcę unikać chleba a dzisiaj poszły 2 kanapki. Jak unikam pieczywa to jednak waga schodzi dużo szybciej.

Na jutro więc postanowienie warzyw w każdym posiłku.

niedziela, 17 maja 2026

3 || Głód

Myślałam, że nie będę czuła głodu po wczoraj, ale już po 6 zjadłam śniadanie. Lekkie, ale zazwyczaj jem nieco poźniej. Przez to, że cały dzień siedziałam z dzieckiem to nie zjadłam w sumie dużo. Na obiad miałam 2 chochle zupy z soczewicy, takiej dopieszczonej i bułkę z masłem, ale tak mnie zgaga wzięła po tym, że masakra. Jutro chyba zjem warzywa na parze, mam taką ochotę na ziemniaki i brokuła.

Waga pokazała oczywiście więcej, 67.2kg. Mam nadzieję, że wróci do normy do paru dni. I cóż...pospałam za dnia trochę, dziecko w moich ramionach również to chociaż minimalnie podładowałam baterie.

Ale wiecie co mi się marzy? Nie pieniądze, nie jedzenie bez przytycia. Nawet nie 50kg na wadze...Chciałabym po prostu przespać całą noc bez pobudek. Usnąć i obudzić się po 8 godzinach. Już prawie rok jak nie przespałam ciągiem więcej niż 4 godziny (co zdarzało się baaardzo rzadko). Kiedyś po prostu pojadę sobie gdzieś na noc chyba, nawet do zwykłego hotelu. W domu jednak jest faza tego wiecznego "czuwania", tymbardziej, że córka śpi w naszym łóżku a drugie z nas śpi w innym pokoju na materacu i tak się zmieniamy co parę godzin. 

sobota, 16 maja 2026

2 || All you can eat

Hejka!
Dzisiaj dzień zaczął się spokojnie. Co prawda kolejna nieprzespana noc, od 2 nie mogłam spać, bo ciągle dziecko się budziło z płaczem.

Zjadłam na śniadanie sałatkę z wege tuńczykiem i 2 jajkami na twardo. Parę godzin później banana a po południu umówiłam się z przyjaciółką i jej znajomą na kręgle i restauracje all you can eat. 
Powiem Wam, że jadłam wszystko na co miałam ochotę, ale nie nażarłam się jakoś chamsko. Tak normalnie, potem jakiś deser i tyle.

Waga dzisiaj też mnie zaskoczyła, bo pokazała 66.8kg. Jak przekroczę granicę 65kg to wtedy będę zadowolona dopiero. Nie wiem ale 60 i 65kg jakoś zawsze były takimi nieszczęsnymi liczbami. Co prawda czeka mnie potem kolejne 10kg jeszcze, ale to już zobaczymy.

czwartek, 14 maja 2026

1 || Mój standardowy dzień

Dieta idzie mi bardzo dobrze jak na razie. Ograniczyłam słodycze. Jedyną przekąską są herbatniki mojej córki, która ich nie chciała, jeden ma 22kcal, także idealne do kawy. Tak bardzo nie mogę doczekać się spadających kilogramów. I tak jest już mniej, zeszła mi też opuchlizna i woda po tych obżarstwach, czuję się dużo lżej.

Nie mam pojęcia skąd pojawiła się we mnie ta siła i zdeterminowanie. Przyszło z dnia na dzień bez większych planów "od jutra" jak to zawsze bywało.

Powrót córki marnotrawnej

 Witajcie Dziewczyny!

Tak dziwnie pisać pierwsze słowa na nowym blogu. Powinnam przede wszystkim przeprosić Was za zniknięcie. Nie jestem już w stanie sobie przypomnieć dlaczego tak nagle skasowałam bloga, chyba był to impuls i wejście w nową sferę życia, gdzie nie byłoby na to miejsca i chyba nie chciałam zostawiać tak swoich postów wiedząc, że nie wrócę.

Jednak jestem z powrotem.

Nie mam pojęcia od czego zacząć, to chyba będzie długi post. Przede wszystkim zostałam w tamtym roku mamą przekochanej Pyzy. Za dwa tygodnie będzie obchodzić swoje pierwsze urodziny. Ten czas minął bardzo szybko i intensywnie przechodząc od jednej fazy, do drugiej.

Moja kluska urodziła się przez cesarkie cięcie. Powiem Wam, że od zawsze bałam się porodu, bólu, całej tej otoczki. Przerażało mnie to. Gdy byłam już na końcówce to było mi już chyba obojętne co będzie dalej, bo byłam ociężała, spuchnięta, zmęczona i miałam wieczną zgagę po każdym kęsie, każdego rodzaju jedzenia (sama ciąża minęła mi bardzo łatwo, bez żadnych problemów, miałam super apetyt). Poród był wywoływany, niestety przez brak progresu od samego rana aż do wieczora zdecydowali się na cesarkę. Nie chcę się za bardzo o tym rozpisywać, bo w sumie nie jest to połączone z tematem bloga, ale dobrze zniosłam wszystko. Po 2 tygodniach byłam już na chodzie. Zgrubłam w ciąży 14kg i w czasie połogu w 3 tyg wszystko mi spadło, wróciłam wtedy do wagi sprzed ciąży - 69kg.

To był bardzo intensywny czas wymieszany szczęściem, Miłością, ale i fizycznym oraz mentalnym wykończeniem. Niestety nie mamy zbyt dobrze śpiącego bobasa aż do teraz, większośc nocy śpię max 3 godz, często jeszcze przerywane. Odbiło się to na mnie mentalnie, bo po tylu miesiącach braku snu każdy chyba by zwariował. Byłam przewrażlwiona, nerwowa, często płakałam. Październik tamtego roku był chyba najgorszym miesiącem. Wypaliłam się totalnie. Po 3 miesiącach od narodzin musiałam wrócić do pracy i dało mi to pozytywnego kopa. Niestety nadal byłam przemęczona i teraz jestem na pół-chorobowym i pracuję tylko w piątki. Dziecko jest 2 dni w żłobku, za niedługo pójdzie na 3 dni, z czego 2 dni mam całe dla siebie, abym mogła odpocząć. Jest dużo lepiej, mam regularne spotkania z psychologiem, który pomaga mi głównie "przeżyć".

Wiem jednak, że będzie lepiej. Niemniej jednak brak snu= większy apetyt. Po narodzinach dziecka miałam fazę na zdrowe odżywianie, moje standardowe śniadanie przez 3 miesiące to były dwie kanapki z awokado, serkiem wiejskim polane miodem, przyprawione ostrym chili i 2 jajkami na twardo. Potem, gdy jej sen jeszcze bardziej się pogorszył moja dieta zeszła do góry słodyczy i słonych rzeczy, żarcia na wynos. Masakiera. Przez pierwsze 5 miesięcy karmiłam piersią i chyba tylko to uratowało mnie przed zgrubnięciem. Oczywiście prób odchudzania było pare, jak wiadomo - nie wyszło. Będąc z dzieckiem, które zmienia się każdego miesiąca ciężko zbudować jakąkolwiek strukturę, ponieważ zmienia się ona razem z rosnącym bobasem.

Teraz, gdy już minął prawie rok, a córka jest w stanie sama się sobą zająć mam w końcu czas coś ugotować, zrobić sobie porządne śniadanie, itd. Kwiecień był również dość ciężkim miesiącem pod wględem spania i to mnie zaprowadziło do obżarstwa. Siaty jedzenia, potajemne objadanie się słodyczami. Jednak teraz w maju coś się zmieniło. Może dlatego, że kreauje się rodzaj rutyny w domu, jest większy spokój a ja gdzieś tam w środku mam po prostu dość żarcia jak świnia. Po prostu mam dość. Najpierw jadłam 800kcal, teraz dzielę swoje porcje jedzenia na pół i czasem jeszcze raz na pół. Wiem, że kalorycznie jest okej. Zeszło mi już 3kg i czuję się dużo lepiej.

Brakowało mi siebie. Zatraciłam się w macierzyństwie i brakowało mi tego, co mnie utożsamiało. Mam nadzieję, że powoli odzyskam dawną aanderand.

Dobrze być z powrotem. 

12 ||

 Dzisiaj było tak: Chciałabym jakoś określić swoją dietę. Jeść np 80:20, czyli 80% jedzenia nieprzetworzonego; jajka, owoce, warzywa, kasze ...